W Polsce żyją setki tysięcy bezdomnych zwierząt. W samych schroniskach to dziesiątki tysięcy – bo przecież nie każde bezdomne zwierzę trafia do schroniska. Każde z nich czeka na swoją bratnią duszę, swojego człowieka.
Bezdomność zwierząt to nie statystyka. To historie psów i kotów, które miesiącami, a czasem latami, czekają na dom.
Według analizy The State of Pet Homelessness Project (maj 2024) w Polsce żyło około 950 tys. bezdomnych psów i kotów. Dane pokazują, że w naszych schroniskach przebywało ponad 92 tys. psów i ponad 32 tys. kotów. Na ulicach żyło około 75 tys. psów i aż 750 tys. kotów.
Według danych Głównego Lekarza Weterynarii w 2023 roku 51 tys. psów i 20 tys. kotów znalazło dom.
To dobre liczby, ale wciąż wiele zwierząt pozostaje w schroniskach. A jak wiemy nie od dziś, warunki w wielu z nich były i są dalekie od idealnych.
Dziś do procesu adopcyjnego coraz częściej włącza się technologia. Pomaga… smartfon.

Ostatnio głośno o polskiej aplikacji psinder, określanej jako „psi Tinder”. Umożliwia przeglądanie profili psów ze schronisk i fundacji w jednym miejscu, filtrowanie według lokalizacji oraz szybki kontakt z organizacją. Znany wielu mechanizm „swipe” sprawia, że użytkownik intuicyjnie zapisuje profile psów, które skradły jego serce. Czekamy na kociaki.
To dobry przykład tego, jak UX znany z aplikacji randkowych może zostać wykorzystany do czegoś znacznie ważniejszego – łączenia ludzi z ich przyszłymi czworonożnymi przyjaciółmi.
W Polsce działa także Doger, platforma ułatwiająca znalezienie zwierzęcia do adopcji oraz kontakt ze schroniskami w całym kraju.
Jest również baza Zoodoptuj.pl, skupiająca ogłoszenia adopcyjne z różnych regionów Polski.
Centralizacja danych o zwierzętach upraszcza kontakt. Zamiast jechać do kilku schronisk, można najpierw zobaczyć zwierzęta online, poznać ich historię i cechy charakteru, a dopiero potem umówić się na spotkanie. Podobnie, jak w przypadku aplikacji randkowych – sprawdzić czy coś nas łączy. Czy oboje lubimy leżeć na kanapie przed telewizorem? A może to dwa sportowe freaki, które połączą długie piesze wycieczki. To realne zwiększenie szans adopcyjnych, bo poszukiwania nie ograniczają się już do jednego województwa.
W świecie, w którym wszystko przesuwamy palcem po ekranie, możemy w ten sam sposób znaleźć kogoś, kto będzie czekał pod drzwiami każdego dnia, zawsze ciesząc się na nasz widok.
W Zwierzęcym Marketingu patrzymy na adopcję nie tylko, jak na wzruszającą historię, ale również jak na obszar realnej odpowiedzialności branży pet. Technologia może łączyć serca, ale to marki, organizacje i media budują świadomość.