Prawa zwierząt to w Polsce wciąż trudny, emocjonalny, a często też kontrowersyjny temat. Z jednej strony wyraźnie rośnie społeczna wrażliwość na przypadki przemocy, zaniedbań czy skrajnie złe warunki bytowe zwierząt. Z drugiej strony wciąż brak nam wiedzy, jak reagować, pomóc czy do jakiej instytucji się zwrócić. A pojawia się jeszcze pytanie, co dzieje się później – kiedy sprawa trafia do organów ścigania. Czy system prawny w Polsce działa tak, jak oczekiwałaby tego opinia publiczna?

W debacie o ochronie zwierząt często skupiamy się na przepisach, ale więcej mówi praktyka. Ile spraw jest zgłaszanych? Ile zostaje umorzonych? Ile kończy się odmową wszczęcia, a ile z nich faktycznie trafia do sądów i kończy się wymierzeniem kary? I właśnie na tym etapie najlepiej widać, czy prawo jest na papierze, czy działa w rzeczywistości.

Co pokazują dane prokuratur i sądów?

Dobrze obrazują to zagadnienie dane Stowarzyszenia Otwarte Klatki. W latach 2017-2019 w objętych badaniem prokuraturach zarejestrowano 4 748 spraw dotyczących przestępstw wobec zwierząt. Przyglądając się im dokładnie, nie wygląda to dobrze. Umorzeniem zakończyło się 46 proc. spraw, w przypadku 29 proc. odmówiono wszczęcia, akt oskarżenia wniesiono w zaledwie 19 proc. przypadków.

To ważne dane, bo wyraźnie pokazują, że problem praw zwierząt w Polsce nie zaczyna się na sali sądowej. Tylko dużo wcześniej – na etapie prokuratury. Ten sam raport pokazuje również, że gdy akta trafiają już do sądu – statystyki się poprawiają. W tym samym okresie 82 proc. spraw sądowych kończyło się wymierzeniem kary. Tu pojawia się kolejny problem, ponieważ te kary w praktyce są dość dalekie od tego, czego oczekiwałaby np. opinia publiczna. Czyli w tle pozostaje pytanie o surowość orzeczeń i faktyczną funkcję zniechęcającą potencjalnych przestępców do przemocy i zaniedbań.

Dlatego w Polsce dość często porusza się temat, że problemem nie są ustawy. Tylko praktyka prawna: ocena dowodów, tempo postępowań, decyzje o umorzeniach, klasyfikacje czynów. Dopiero później to, jakie kary rzeczywiście zapadają. Niestety, między społecznym poczuciem krzywdy zwierząt a odpowiedzialnością karną wciąż jest przepaść.

Organizacje, aktywiści i media – pierwsza linia obrony

Ta przepaść ma również swój praktyczny wymiar, tu pojawiają się bowiem organizacje prozwierzęce, fundacje, społeczni inspektorzy ochrony zwierząt czy media, a częściej social media – które nagłaśniają sprawy, a czasem pozwalają złapać osoby odpowiedzialne za krzywdę zwierząt.

Prawnicy, którzy bronią zwierząt

Jednak tu często potrzebna jest obsługa prawna. Na szczęście w Polsce rośnie liczba prawników i kancelarii, które traktują ten obszar jako realną i potrzebną specjalizację. To bardzo duża zmiana, jeszcze kilka lat temu nie zwracano na to uwagi, a takie sprawy były rozproszone między prawo karne, administracyjne czy cywilne – czyli ostatecznie nikt nie czuł się odpowiedzialny.

Jednym z najmocniej rozpoznawalnych nazwisk jest adw. Katarzyna Topaczewska, która bardzo wprost komunikuje specjalizację w ochronie praw zwierząt oraz współpracę z organizacjami prozwierzęcymi. Praktyka mecenas obejmuje sprawy karne o znęcanie się, sprawy administracyjne oraz działania na styku prawa i interwencji wspomnianych podmiotów. To idealny przykład prawniczki, która nie jest tylko pełnomocniczką procesową, ale donośnym głosem komentującym problemy systemowe związane z egzekwowaniem prawa wobec sprawców przemocy na zwierzętach.

Drugim ważnym przykładem jest adw. Maja Kozik, prowadząca sprawy z zakresu ochrony zwierząt – reprezentuje zarówno pokrzywdzonych, jak i oskarżycieli posiłkowych, a także zajmuje się sprawami dotyczącymi czasowego odebrania zwierząt. To ważny motyw, ponieważ w bardzo wielu przypadkach szybka reakcja prawna i zabezpieczenie zwierzęcia to jedyna szansa na jego ratunek.

Warto wspomnieć również o adw. Karolinie Kuszlewicz, zajmującej się prawami zwierząt, ale również przyrody oraz sprawami sądowo-administracyjnymi ochrony zwierząt. Obecność mecenas pokazuje, że ta dziedzina ma ważny wymiar ekspercki i opiniotwórczy.

Kancelarie o wyspecjalizowanym profilu

Obok pojedynczych nazwisk rozwijają się też kancelarie o bardziej wyspecjalizowanym profilu. Cichoń Lex przedstawia się jako kancelaria prawno-weterynaryjna i oferuje pomoc m.in. właścicielom zwierząt, hodowcom oraz w sprawach dotyczących przestępstw na szkodę zwierząt. To pokazuje, że rynek usług prawnych związanych ze zwierzętami jest szerszy niż same sprawy karne o znęcanie się. Obejmuje również spory hodowlane, kwestie odpowiedzialności, dokumentacji, umów czy wad zwierzęcia.

Z kolei Gaweł Adwokaci komunikują obsługę spraw z zakresu praw zwierząt, szkód weterynaryjnych, wsparcia fundacji i schronisk oraz roszczeń związanych np. z błędem weterynarza czy pogryzieniem przez psa. Tego typu praktyka pokazuje, że „prawo zwierząt” w Polsce nie jest jedną wąską kategorią, ale zbiorem spraw z pogranicza prawa karnego, cywilnego, administracyjnego i weterynaryjnego.

Od aktywizmu do profesjonalnej praktyki

Prawa zwierząt przestają być wyłącznie tematem aktywistycznym i społecznym. Coraz wyraźniej stają się także obszarem profesjonalnej praktyki prawnej, eksperckiego doradztwa i wyspecjalizowanej reprezentacji. Dla rynku to ważny sygnał dojrzewania całej kategorii. Dla organizacji i opiekunów zwierząt – realne wsparcie tam, gdzie sama wrażliwość społeczna nie wystarcza.

Źródła